Night Slashers – Recenzja

Każda gra jest lepsza gdy wrzucimy do niej żywe trupy (albo dinozaury, te niestety są nagminnie ignorowane), jest to prawda dobrze znana w branży. Zresztą swego czasu tak nadużywana, że można było wręcz mówić o (nomen omen) inwazji. Nowoczesne sprzęty pozwalają generować większe i bardziej odrażające hordy nieumarłych, trend jednak nie jest nowy. Pokazuje to wydany oryginalnie w 1993 roku Night Slashers od Data East.

Kopanie na cmentarzu arcade’ów

Night Slashers to chodzona bijatyka z podobnego okresu co słynne Capcomowskie Cadillacs and Dinosaurs czy Punisher. Z racji, że w przeciwieństwie do gier Capcomu, Night Slashers nie jest oparte o żadną zewnętrzną licencję, mógł powrócić zza grobu na Switcha. I choć nie jest to powrót na białym koniu, bo Flying Tiger Entertaiment nie zabłysnęło konwersją, to ta ekshumacja dalej wydaje się mieć sens.

Jak na grę z automatów z lat 90-tych fabuła jak i sama rozgrywka jest dość prosta w założeniach. Wielkie zło nawiedziło świat, nieumarli wstali z grobów, wilkołaki i wampiry wyszły na żer. Biedne amerykańskie rodziny z dziećmi są zagrożone. Ale jest nadzieja! Trójka bohaterów: Jake – Amerykanin o mechanicznych rękach, Christopher – Europejczyk (Anglik?) specjalizujący się w ubijaniu wampirów oraz Hong Hua – azjatycka mistrzyni sztuk walki i mistyczka, uratują świat.

Egzorcyzmy przy użyciu pięści

W tym celu nasi bohaterowie użyją sierpowych, kopniaków, suplesów, magii oraz okazjonalnie (bardzo okazjonalnie) skorzystają z jakiejś walizki lub noża. Systemowo nie odbiega to od standardu gatunku, a przez małą ilość broni, które nam się trafiają, wydawać się może nawet nieco bardziej sucho niż u konkurencji. Tu jednak sytuację ratuje cała otoczka horroru klasy B z lat 80-tych. Przeciwnicy i ich różnorodność, sprawiają, że klepanie w kółko nawet tego samego combo się nie nudzi i daje sporo frajdy.

Czuć oczywiście, że  gra miała potencjał na więcej. Gdyby bardziej zróżnicować dostępne bronie, oraz dodać grywalną wersję sekwencji otwierającej, gdzie nasza ekipa rozpędzonym vanem rozsmarowuje pod kołami zastępy zombie, było by jeszcze milej. Tutaj ustępuje wspomnianemu już Cadillacs and Dinosaurs, który wykorzystał pełnię potencjału nie tylko tematyki, ale i gameplay’u. Nic dziwnego, że powstała wersja homebrew w postaci Night Slashers X, która remiksuje oryginalna grę i dodaje do niej sporo elementów (niekoniecznie spójnych wizualnie). Plus obowiązkowe szczucie cycem.

Nekromancja nie do końca udana

Tej wersji oczywiście na Switcha nie uświadczymy. To co dostaliśmy, to amerykańska wersja z automatów. Względem japońskiej ma pozmieniane detale (o których dokładniej tutaj), a także kilka plansz z historią między poziomami mniej. Jest to pewien smutek, bo dużo fajniej byłoby dostać w pełni przetłumaczoną wersję japońską (ta jest też nieco łatwiejsza). Ale też jako, że jest to gra puszczona przez emulator ciężko oczekiwać cudów.

Czegoś by jednak wypadało oczekiwać. Tutaj dochodzimy do największego bólu wersji na Switcha – konwersji. Nie wiem jak wypada w tej materii Capcom Beat ‚Em Up Bundle, ale nawet gry wypuszczane pod szyldem ACA NEOGEO czy Sega Ages pokazują jak się to robi. Tutaj niestety, mamy obrzydliwe menu, bardzo słabe filtry, a obraz nawet jak się je wszystkie wyłączy nigdy nie osiąga poziomu krystalicznej czystości. Może to niektórych, tak jak mnie, irytować. Do tego brak rankingów, bonusów (galeria?) czy rozgrywki online jest tylko przypieczętowaniem mojej opinii co do tej edycji.

Ser i keczup wszystko ratują

Na szczęście sama gra broni się nawet w takiej formie. Tak, jest nieco uproszczona i czuć, że można z pomysłu wyciągnąć więcej. Niemniej poziom frajdy jaki generuje miażdżenie przeciwników na krwawą papkę (dosłownie!) daje dużo satysfakcji. Okrasza tę sieczkę naprawdę ładna jak na swoje czasy grafika, która dobrze oddaje stylistykę gore. Z tym, że cała ta przemoc, krew, śluz i flaki są traktowane z arcade’owym przymrużeniem oka. Zresztą jednym z pierwszych bossów jest potwór Frankensteina zachowujący się jak zapaśnik (i nie on jeden ma taki styl walki).

Całość spina naprawdę dobra i zagrzewająca do boju muzyka oraz cudnie serowe głosy postaci. Tworzy to naprawdę przeszalony miks czegoś pomiędzy Castelvanią, Splatterhouse a nawet Doomem (ale to już zobaczycie jak zagracie). Jest w tym wszystkim pewna frywolna radość i entuzjazm, którego tak bardzo brakuje w wielu obecnych grach. A poza tym, w ramach gatunku nie było z zbyt wielu okazji by poobijać trupom gęby. Ostania szansa była w Yakuza: Dead Souls, a wcześniej Zombie Revenge, więc tym bardziej wypada zwrócić uwagę na ten tytuł.

Ocena byłaby wyższa gdyby jednak FTE bardziej się postarało. Jeśli nie mieliście okazji zaopatrzyć się we  wspominaną wcześniej składankę Capcomu, to Night Slashers powinno być waszym drugim wyborem. Jeśli trafi się za mniej niż oficjalne 35 zł na eShopie, to zdecydowanie warto się zainteresować.

shadovski

4/7
O systemie oceniania

Podsumowanie: Night Slashers mimo prostoty i wątpliwej konwersji, dalej potrafi dać sporo zabawy fanom staroszkolnych mordoklepek. 

  • 4
  •  
  •