Donut County – Recenzja

Po grach niezależnych trudno spodziewać się czegoś konkretnego – ich rozmiar, ambicja, długość, stopień angażowania to zawsze wielka niewiadoma. Domyślnie jednak są to malutkie tytuły, oparte na jednym gimmicku, rozgrywane na kilku planszach . Właśnie taką grą jest też Donut County: urocze, zabawne i zaprojektowane tak, by zdążyło się skończyć zanim poczujemy nudę.

To miasto to dziura

Donut County przenosi nas do kalifornijskiego miasteczka, w którym ludzie, zwierzęta i stworzenia pośrednie żyją koło siebie w perfekcyjnie nienormalnym społeczeństwie. Nasza bohaterka pracuje w sklepie z donutami prowadzonym przez szopy. Pewnego dnia okazuje się, że jeden z szopów zamiast dostarczać pączki z dziurką dostarcza… samą dziurkę! Jakby ktoś się pytał jak to robi – używa do tego aplikacji na swoim szopim tablecie.

Jako gracz sterujemy tą dziurą w ziemi, do której spadają wszystkie mieszczące się w niej przedmioty. Z każdym kolejnym dziura się powiększa, zatem zaczynając poziom od wrzucania w siebie cegieł i kubków, kończymy go często wciągając stół, samochód, a nawet budynki! Niszczycielska siła dziury przypomina toczenie Katamari, do którego Donut County śmiało nawiązuje także w menu przedmiotów. Każda rzecz, którą „zbierzemy” jest bowiem w humorystyczny sposób opisana, w stylu, który trudno pomylić z serią od Bandai Namco.

Donut County stawia jednak na opowiedzenie spójnej fabuły, w której mieszkańcy miasteczka uwięzieni w dziurze wraz ze swoim majątkiem starają się wymusić na szopie, by naprawił zaistniałą sytuację. Dialogi i galerie postaci są rozbrajające, a lekki humor doceni dosłownie każdy ponieważ gra została przetłumaczona na język polski. Jest to indyk tworzony praktycznie przez jedną osobę (przez sześć lat), więc nie ma tu mowy o voice-actingu. Bardzo szkoda, bo bohaterowie i ich dialogi aż proszą się o to, by grupka aktorów komediowych zabrała się za ich odegranie. Pod tym względem gra dostarcza świetną zawartość.

Zawsze jest miejsce na kolejnego pączka

Twórca gry, Ben Esposito, stworzył tytuł malutki i kameralny – w którym każda plansza to tak naprawdę łamigłówka na kilka minut. Kolejność w jakiej możemy zebrać przedmioty jest z góry ustalona, a pole działania mieści się na jednym ekranie, więc by zawalczyć z nudą dodano zagadki środowiskowe. Zabawa z otoczeniem gry polega m.in. na nalewaniu zupy do dziury (by zwabić do niej myszy), podpalaniu sztucznych ogni, czy też uruchamianiu kolejki górskiej za pomocą wypluwanej przez otwór wody. Ostatni, najbardziej rozbudowany etap zawiera nawet walkę z bossem – królem szopów, który zbudował swe śmieciowe królestwo na ludzkich odpadkach wciąganych do dziury przez podlegające mu szopy.

Spędzone z tą grą trzy godziny to jedno z najfajniejszych i najbardziej uniwersalnych doświadczeń tego roku. Gracze będą mogli się całkowicie wyluzować przy Donut County, przechodząc jak przez masło przez kolejne lamigłówki. Nie-gracze za to otrzymali grę, którą bez problemu opanują i będą mogli się w niej dobrze bawić, pośmiać i pozadziwiać. Dlatego warto mieć ten tytuł w swojej bibliotece – zapewnia nie tylko skondensowany relaks, ale i można go pokazać absolutnie każdemu, a nawet wspólnie przechodzić podczas spotkań towarzyskich. Fajna rzecz, warto znać.

5/7
O systemie oceniania

Podsumowanie: Donut County to przykład zwartej i dobrze zrealizowanej, niezależnej gry logicznej, która jest przystepna, zabawna, relaksująca.

 

  • 2
  •  
  •