South Park: Fractured but Whole – recenzja

South Park: Fractured but Whole to udana kontynuacja Kijka Prawdy. Ekipie Ubisoft San Francisco udało się znaleźć bardzo blisko poprzednika, który od momentu swej pierwszej zapowiedzi wywoływał efekt wow. Fractured but Whole podobnie jak Stick of Truth jest grą, którą można śmiało uznać ze pełny sezon serialu. Dla każdego kto czuje klimat South Park będzie to wystarczająca rekomendacja.

Przeklinające dzieci z supermocami

Tym razem ekipa najbardziej wyszczekanych dzieciaków na świecie bawi się nie w czarodziei i rycerzy, a w superbohaterów. Ich (naszym) celem jest znalezienie zaginionego kota za którego wyznaczono sto dolarów nagrody. Pieniądze mają zostać przeznaczone na sfinansowanie franczyzy Cartmana „Szop i Przyjaciele”, poprzez stworzenie komiksów, seriali i filmów kinowych z naszą ekipą. Jak to bywa z małoletnimi w South Parku – po drodze nastąpiło rozdzielenie na dwie frakcje. Ta druga to „Kumple Wolności” dowodzeni przez Timmy’ego czytającego ludziom w myślach.

Szukanie kota to tylko początek intrygi. Jako nowy dzieciak w mieście (podobnie jak w Kijku Prawdy) dołączamy do ekipy Szopa i Przyjaciół. Szybko okazuje się, że jesteśmy szczególnie utalentowani… chodzi o umiejętność pierdzenia. I jakbym chciał tego tematu uniknąć tak po prostu się nie da. Fractured but Whole jest grą pełną humoru, jest to jednak humor brutalny, dziecięcy, kręcący się wokół wydzielin, uprzedzeń i prostackich stereotypów. Jeżeli zatem jest się nieodpornym na urok bandy dzieciaków cofających czas przy pomocy własnych gazów to lepiej nie zbliżać się do tej gry. Z drugiej strony – to jest esencja South Parku i w większości to właśnie do fanów serialu kierowany jest tytuł Ubisoftu. Wypada więc uznać, że z należytym szacunkiem potraktowano materiał źródłowy. Sam nie wyobrażam sobie jak miałoby wyglądać lepsze potraktowanie tej marki. Nawet jeżeli mini-gra polegająca na, ekhem, „oznaczaniu” każdego kibla w mieście jest trochę żenująca.

Za wielkimi pierdami idzie wielka odpowiedzialność

System zabawy został mocno rozbudowany względem poprzednika. Nasz heros z czasem nabywa umiejętności różnych klas postaci, statystyki zwiększamy specjalnymi przedmiotami, a drużynę możemy montować pod względem różnych „żywiołów”. Dochodzi do tego zdobywanie umiejętności pozwalających rozwiązywać zagadki środowiskowe, kompletowanie znajomych na Szopstagramie oraz wykonywanie zadań pobocznych. Wraz z drużyną naszych dziecięcych superbohaterów walki prowadzić będziemy w systemie turowym, na planszy podzielonej na kwadratowe pola, po których możemy się przesuwać. Do dyspozycji mamy ataki zmieniające status przeciwnika, „normalne” oraz takie, które wpływają na naszą pozycję, bądź pozycję celu. Dzięki odpowiedniemu ustawianiu się możemy zatem zwiększyć swe szanse na polu bitwy. A bić będziemy się z tak poważnymi przeciwnikami jak szóstoklasiści, wojownicy ninja, kraboludzie, rednecki, prostytutki itd. Znajdą się tu praktycznie wszystkie postaci, które znają i kochają fani South Parku. Oczywiście, z niezawodnym panem Randym na czele.

Pod względem zadowolenia fanów Fractured but Whole to przykład niezwykły. Trudno o grę bardziej zbliżoną do oryginału. Jest to świetny scenariusz dla każdego kto wciąż ceni sobie South Park. Chciałoby się co roku dostawać taki interaktywny sezon przygód dzieciaków. Są bowiem zupełnie inni niż wszyscy bohaterowie gier, nie wspominając o samym gatunku RPG. Takich żartów nie ma nigdzie indziej, a gdyby spojrzeć na to jak scenariusz łączy się z rozgrywką to otrzymamy jednego z najwybitniejszych przedstawicieli gier opierających się dysonansowi ludonarracyjnemu.

Spójność South Park: Fractured but Whole jest imponująca. Dorośli nie słuchają dzieciaków i nie traktują poważnie tego co wyprawiają. Dzieciaki za to wymyślają coraz to nowsze zasady dla swojej zabawy w dwie rywalizujące grupy mutantów obdarzone supermocami. W międzyczasie muszą jednak np. w środku walki zejść z ulicy bo jedzie samochód. Innym razem jeden z dzieciaków stwierdza, że cios drugiego się nie liczy, więc obrażenia z jego ataku zostają zniwelowane… Przykładów tej zabawy z konwencją wyobraźni uczniów podstawówki jest masa. I podobnie jak w animowanym South Parku, tak i tutaj są świetnym narzędziem do opowiadania zabawnej historii.

Gra skierowana jest do specyficznego odbiorcy, jednak doskonale wykorzystuje to, że „South Parkowi wolno więcej”. Pod względem czasu zabawy były to bardzo relaksujące godziny (około 17), podczas których przyjemna walka, kloaczny humor i angażujący świat dały mi dużo przyjemności. Kijek Prawdy stawiam nieco wyżej, jednak fani amerykańskiej popkultury muszą poznać obie te produkcje. Solidny poziom, wygląd idealnie oddający klimat kreskówki i dobra intryga robią świetną robotę. Owszem, mogłoby to wszystko być głębsze i bardziej skomplikowane, ale w tym przypadku lekkie podejście do kwestii bycia RPG-iem nie powinno być uznawane za wadę. Pamiętajcie też, że trzeba tu trochę odpuścić ambitnej stronie swojej duszy i w żadnym wypadku nie pokazywać gry niepełnoletnim.

 

Ocena: 5/7

O systemie oceniania

Podsumowanie: South Park: Fractured but Whole to growa satyra, która nie bierze jeńców, pozwalając przeżyć lekką przygodę pełną żartów w bardzo złym guście.

  • 4
  •  
  •